Wstydź się, Warszawo!

0

Sobota koło północy. Wychodzimy z Romy na świeżo po „Deszczowej Piosence”. Samochód stoi przy Poznańskiej, niedaleko ‚Lenivca’, ‚Beirutu’, ‚Tel Avivu’, które odwiedzam z ostatnio naganną regularnością. Po drodze mijamy pannę w butach do pasa i skórzanej, czerwonej kurtce, na widok której, może niesprawiedliwie, łączę fakty. Warszawski ‚grajdołek’ po wojnie przeniósł się z Krakowskiego Przedmieścia na Poznańską. Schował się, ukrył, ale wciąż pozostał w centrum miasta.

Mimo że w drugiej połowie XIX wieku domy publiczne w Warszawie liczono na setki, prostytutki masowo zaczepiały przechodniów na wielu ulicach miasta *

m.in. na Krakowskim Przedmieściu, Alejach, Targowej i… uliczkach starówki. Prostytutek w przedwojennej Warszawie było tak dużo, że aby uchronić miasto przed epidemią syfilisu, regularnie odprawiono je na przymusowe badania. Były wszędzie: z domów, w oknach których paradowały jak dzisiejsze córy Amsterdamu pod Czerwonymi Latarniami, nocami wylewały się na ulice, a za dnia obierały kurs powrotny. Spacerowały w Parku Saskim – ostrzegała prasa – przesiadywały w kawiarniach Nowego Światu, kręciły się w pobliżu kościołów, przy których powstawały domy schadzek czy jak kto woli… rozkoszy – jaka potrzeba, taka rozkosz. A gdy pierwszy oficjalny burdel w latach 70. XIX wieku, wobec sprzeciwów porządniejszej części miasta, wyprowadzono na Pragę – w mgnieniu oka upadł. I prostytutki, jak powracający koszmar, znów pojawiły się na lewym brzegu. Eh, pech chciał, że lekkie obyczaje bardzo mocno wrosły w kulturę starej Warszawy, która straciła nad nimi kontrolę. Prasa przeważnie milczała na ten temat, milczał Bolesław Prus, tylko zrozpaczeni warszawianie błagali w listach do redakcji o wsparcie w tępieniu plagi „ciem nocnych”, jak mawiano o nierządnicach. Żeby było jasne, prostytucja uliczna już przed I wojną światową była w Warszawie oficjalnie zakazana…

SEKSMISJA

Po 1918 roku prostytucja w Warszawie… rozkwitła. W latach 20. jednak stolica rozpoczęła pierwszą zorganizowaną seksmisję. Stworzono m.in. komisje ds. tępienia nierządu, policje kobiece, zamknięto pierwsze burdele, napisano ustawę o zakazie handlu kobietami i dziećmi oraz publicznie, z nazwiska piętnowano alfonsów. Gdy jednak dom schadzek po jednej stronie Chmielnej szedł pod młotek, po drugiej, ukradkiem powstawał drugi, a w międzyczasie Krakowskie Przedmieście zalewało tsunami „kapeluszowych”, które straciły miejsca do pracy. W 1928 roku w stolicy było ponad 10 tys. prostytutek (S. Milewski na podst. „Rzeczpospolitej”). 30 lat później problem nie zniknął, ale zaczął migrować.

Ten ropiejący wrzód na ciele społeczeństwa, o którym do niedawna milczały statystyki, przypomina wciąż o swoim istnieniu i to przypomina w sposób drastyczny.

Wyemigrował na Poznańską, Hożą i Wspólną.

***

W dzisiejszej Warszawie pracuje podobno ponad 2 tys. prostytutek. Podobny problem ma mój ukochany Wrocław, gdzie zagłębiem przemysłu pornograficznego jest m.in. kultowy Pasaż Niepolda. Taką nowinkę przynajmniej kiedyś sprzedał mi student kulturoznawstwa, który ucząc się na doktora, cóż, dorabiał na boku…

Starocie, stare fotografie: Prostytutki na Marszałkowskiej w 1925 roku / fot. audiovis.nac.gov.pl/obraz/123780/
Starocie, stare fotografie: Prostytutki na Marszałkowskiej w 1925 roku / fot. audiovis.nac.gov.pl/obraz/123780/

Cytaty pochodzą z fantastycznej książki Stanisława Milewskiego, „Życie uliczne niegdysiejszej Warszawy”, której recenzja wkrótce.

Skomentuj