Śpiewała na warszawskiej ulicy, później podbiła Broadway. Polka, o której nie słyszeliście

0
Anna Held
Anna Held

Anna Held, córka żydowskiego kupca z Warszawy i Francuzki, rozkochała w sobie Stany Zjednoczone przełomu XIX i XX wieku. Amerykanie uwiecznili ją na pocztówkach, stworzyli linię gorsetów Anny Held, pudry i pomadki Anny Held, cygara Anny Held, mówiło się nawet o oczach Anny Held, które miała piękne – uwodzicielskie i tajemnicze. Mawiała, że „oczy flirtują najbardziej, że jest mnóstwo sposobów, by ich używać”. Robiła to z pełną świadomością swojej zmysłowości.

Z Paryża na Broadway

Held miała 155 cm wzrostu, doskonałą figurę (maleńkie stopy, 18 cali w pasie, gdy nosiła gorset), wielki talent aktorski i bajeczny głos, który poniósł ją aż na Braodway, gdzie zrobiła karierę u boku impresario Flo Ziegfelda. To z inspiracji Anną Held, którą Ziegfeld dostrzegł w Paryżu, zrodził się jego pomysł na serię słynnych rewii zwanych Ziegfeld Follis – przez pierwszych 30 lat XX wieku musicale podbijały Broadway. Held miała na koncie kilka światowej sławy numerów scenicznych m.in. kąpiele w mleku i szampanie oraz ujeżdżanie na scenie rozpędzonego konia. Nosiła odważne stroje i paryskie suknie, podobno miała szyderczy, wieloznaczny i zabawny sposób gry, sama była pogodna, łagodna i szalenie zmysłowa. Uwielbiała siebie i tylko po to, by przeczytać coś na swój temat, otwierała gazety.

 Warszawskie korzenie

Held urodziła się w przedwojennej Warszawie jako 11. i jedyne dziecko, które przeżyło. Jako

Anna Held
Anna Held

ośmiolatka zarabiała śpiewem na warszawskiej ulicy. Potem wyjechała z rodzicami do Paryża, a po śmierci ojca do Londynu, gdzie zaczęła współpracę z jednym z żydowskich teatrów. Do Francji, z którą zawsze bardziej utożsamiała się niż z Polską, wróciła już jako gwiazda lekkich komedii, a do Stanów wyjechała z miłości do Florentza Ziegfelda.

Zmarła w Nowym Jorku w wieku 46 lat (1918 r.) z powodu anemii i ostrego zapalenia płuc, złośliwi mawiali później, że zbyt mocno wiązała gorset. „Do dziś Ameryka zdejmuje czapki na wspomnienie jej nazwiska” – pisał o Annie Held jeszcze w 1934 roku Eddie Cantor. Tymczasem dziś w Polsce się o niej nie pamięta i nie wspomina nawet słowem poza Wikipedią i Filmwebem, gdzie ma swój profil.

Skomentuj